Byłam wczoraj w kinie. Jako jedna ze 100milionów osób lubiących serię o Harrym, nie mogłam oprzec się pójściu na seans. Film jak film, dobre zrobiony, w zasadzie bardzo poprawny pod wieloma wzgledami, może nieco zbyt mroczny, brak w nim lekkosci ksiażek Rowling, ich czaru i leciutkiego brytyjskiego dowcipu.
Napiszę jednak nie o samym Harrym, ale o innej posiaci. Bellatrix Lestrange, a właściwie Helena Bonham-Carter, wnuczka jednego z premierów Wielkiej Brytanii, prywatnie zona Tima Burtona. W zasadzie podobała mi sie w kazdym filmie w którym miałam okazje ją zobaczyć, może poza programowo fatalnym Sweeneym Toodzie. Zastanawia mnie jednak, jak daleko jeszcze będzie jechać na swoistej hulajnodze aktorki grajacej osoby niemalze obłąkane. Owszem, jej fizjonomia doskonale ku tymże rolom sprzyja, jednakowoż chciałabym zobaczyć ja w końcu nieco bardziej pogodną i mniej demoniczna niz Marla, Bellatrix, Pani Lovett, czy tez Gnijaca Panna Młoda. Porywa, boje sie jej i strasznie chciałąbym ja poznac.
wtorek, 28 lipca 2009
środa, 22 lipca 2009
Zwierzenia perfumiary.
Jako studentka prawa, z kosmetologią i tego typu naukami w zaden sposób niezwiazana (bo przeciez uczestnictwa w szkoleniach i czytania gazet nauką nazwać ine mozna) zobowiazana jestem cos wyznac.
Jutro minie rok od kiedy zaczełam pracę jako animatorka kosmetyków Chanel. Pracuje raz na jakiś czas w Sephorach i Douglasach, sprzedajac kosmetyki. Po drodze minełam również kilka innych firm, jak np Murad czy Fekkai. Przez długie godziny, najcześciej zdarzające sie w wakacje, gdy w sklepie nie ma klientów zdarzyło mi sie pobawić z kosmetykami. Pomalowac błyszczykiem, tuszem, cieniami, różem, wziąć "trochę" próbek do domu, potestowac zapachy. Zaowocowało to tym, ze obecnie moja głowa, skromnie mówiac, jest wielką bazą danych dotyczacych trwałości i jakosci kosmetyków. Zaznaczam jednak, ze wiedzę ta nabyłam pracujac przez kilkaset godzin w sklepie, nim natomiast zostałam do niego przyjeta, otrzymałam jedynie kilka katalogów do nauki.
Zmusza mnie to do pewnego wyznania - nie kupujcie w perfumeriach. To strata pieniedzy. Wszystkie kremy które są dostepne w perfumeriach są tak samo dobre jak apteczne kremu np Vichy (pomijajac oczywiscie firmyw stylu La Prairie). Dziewczyny - animatorki sprzedaja swoje produkty, niedlatego, ze są dla was dobre, tylko aby wyrobic swoje targety. Dziewczyny-racownice perfumerii sprzedaja te produkty, na które maja akurat konkursy ( im wiecej sprzedadza, tym byc moze wygrają i dostaną jakies prezenty od sanej marki).
Oczywiscie, zdarzaja sie wyjatki - jak naprzykład moja skromna osoba. Ale na Boga, nie ufajcie perfumiarom!!!
Jutro minie rok od kiedy zaczełam pracę jako animatorka kosmetyków Chanel. Pracuje raz na jakiś czas w Sephorach i Douglasach, sprzedajac kosmetyki. Po drodze minełam również kilka innych firm, jak np Murad czy Fekkai. Przez długie godziny, najcześciej zdarzające sie w wakacje, gdy w sklepie nie ma klientów zdarzyło mi sie pobawić z kosmetykami. Pomalowac błyszczykiem, tuszem, cieniami, różem, wziąć "trochę" próbek do domu, potestowac zapachy. Zaowocowało to tym, ze obecnie moja głowa, skromnie mówiac, jest wielką bazą danych dotyczacych trwałości i jakosci kosmetyków. Zaznaczam jednak, ze wiedzę ta nabyłam pracujac przez kilkaset godzin w sklepie, nim natomiast zostałam do niego przyjeta, otrzymałam jedynie kilka katalogów do nauki.
Zmusza mnie to do pewnego wyznania - nie kupujcie w perfumeriach. To strata pieniedzy. Wszystkie kremy które są dostepne w perfumeriach są tak samo dobre jak apteczne kremu np Vichy (pomijajac oczywiscie firmyw stylu La Prairie). Dziewczyny - animatorki sprzedaja swoje produkty, niedlatego, ze są dla was dobre, tylko aby wyrobic swoje targety. Dziewczyny-racownice perfumerii sprzedaja te produkty, na które maja akurat konkursy ( im wiecej sprzedadza, tym byc moze wygrają i dostaną jakies prezenty od sanej marki).
Oczywiscie, zdarzaja sie wyjatki - jak naprzykład moja skromna osoba. Ale na Boga, nie ufajcie perfumiarom!!!
Kosmetyki : Tesori d'Oriente
A oto jedna z ciekaszych marek, niestety dosyc słabo dostepna w Polsce.
Tesori d'oriente to włoskie kosmetyki low-budget. Miałam okazje poznać je kilka lat temu w Toskanii, gdzie przypadkowo znalazłam je w sklepie. szybki zakup zela pod prysznic o zapachu pizma nakłonił mnie do powtórnego zakupu, nie pamietam juz dokładnie czego. Być moze to sentymentalizm, ale te kosmetyki kojarza mi sie właśnie z Toskanią, wakacjami, wlnoscia i tym "jaka byłam wtedy szczęśliwa".
Ad rem- skład kosmetyków nie jest mi szczególnie znany, poza tym co napisane jest na banderoli, co zazwyczaj oznacza pominięcie 100tysiecy innych składników.
Niemniej jednak niesamowicie polecam; zapachy sa piekne i trwałe. Mimo mojej niecheci do wszelkiego rodzaju podróbek kosmetyków, z przyjemnością kupiłam Tesori d'Oriente : Jasmin di giava, który w zapachu niesamowicie przypomine Angel T. Mugler. Czas wonienia - baaardzo długi.:)
Film : Wrogowie publiczni
Jeden z najsłabszych filmów z JD jaki niestety miałam nieprzyjemnosć ogladać. Ujęcia kręcone głównie z ręki, bohaterowie byli mistrzami jednej miny. Postacie były niewyraźnie nakreslone, szczególnie nie podobała mi sie Marion Cotillard w roli... w sumie nie wiadomo kogo. Myślałam, ze film mną wstrząśnie, pokocham go a Johny Deep mi się przyśni. Niestety, poza zabawna sceną gdy Dillinger wchodzi na luzie do placówki sztabu zajmujacego sie jego tropieniem i pyta detektywów o wynik meczu film mało ujmujący.
W sam raz na jeden raz.
first to first
Jako, że wiosennna.blog.pl powinien spełniac wyłacznie funkcję bloga, to miejsce przeznaczę na komentowanie tego, co akurat w życiu napotykam - kosmetyki, książki, filmy, ludzie, moda.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)