Byłam wczoraj w kinie. Jako jedna ze 100milionów osób lubiących serię o Harrym, nie mogłam oprzec się pójściu na seans. Film jak film, dobre zrobiony, w zasadzie bardzo poprawny pod wieloma wzgledami, może nieco zbyt mroczny, brak w nim lekkosci ksiażek Rowling, ich czaru i leciutkiego brytyjskiego dowcipu.
Napiszę jednak nie o samym Harrym, ale o innej posiaci. Bellatrix Lestrange, a właściwie Helena Bonham-Carter, wnuczka jednego z premierów Wielkiej Brytanii, prywatnie zona Tima Burtona. W zasadzie podobała mi sie w kazdym filmie w którym miałam okazje ją zobaczyć, może poza programowo fatalnym Sweeneym Toodzie. Zastanawia mnie jednak, jak daleko jeszcze będzie jechać na swoistej hulajnodze aktorki grajacej osoby niemalze obłąkane. Owszem, jej fizjonomia doskonale ku tymże rolom sprzyja, jednakowoż chciałabym zobaczyć ja w końcu nieco bardziej pogodną i mniej demoniczna niz Marla, Bellatrix, Pani Lovett, czy tez Gnijaca Panna Młoda. Porywa, boje sie jej i strasznie chciałąbym ja poznac.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz